Social Media po polsku

, / 970 2

Internetowa nienawiść

SHARE

Problem nienawiści istnieje od zarania dziejów. Problem nienawiści w Internecie istnieje znów od momentu gdy Internet pozwolił użytkownikom na publiczne interakcje, zaczęło się od IRC, for internetowych, czatów, ksiąg gości, systemów komentarzy. Od kiedy pojawiły się media społecznościowe, problem urósł do niebotycznych rozmiarów. Oczywiście to nie nienawiść czy „popularny” obecnie hejt był motorem sprawczym powstawania kolejnych portali społecznościowych, niestety jednak głównie to złe emocje stały się napędem interakcji Internetu w obecnej formie.

Fora internetowe, czaty, księgi gości czy inne podobne rozwiązania zostały praktycznie wyparte przez najpopularniejsze social media i ich usługi pozwalające na interakcje także poza macierzystą aplikacją. Jednakże negatywne zachowania wyglądają podobnie i nie jest ważne gdzie i jak to się odbywa. Ważne jest to, że łatwiej jest niszczyć, bluzgać i wyśmiewać niż samemu poprzez ciężką pracę stworzyć coś wartościowego, co zainteresuje innych.

Bądźmy szczerzy, niestety poziom dyskusji w Internecie jest odzwierciedleniem ogólnej dyskusji i poziomu społeczeństwa i mediów. Najłatwiej sprzedają się historie negatywne, dzielące i upraszczające. Poziom polityki też nie pomaga, relacje są wręcz na granicy realnej agresji. A interakcje odbiorców są w dużej mierze pochodną samego przekazu.

Coraz więcej jest głosów na Twitterze, iż poziom się obniża i widać coraz więcej nienawiści. Facebook pod tym względem przeszedł i przerósł chyba samego siebie i jego twórców przy okazji. Stając się nową fazą Naszej Klasy, poprzez swoją masowość, implementacje systemów komentarzy na strony www, Facebook sam sprowokował sytuacje, w której wiele osób tworzy profile tylko po to, by „nienawidzić” i to okazywać. Żeby było jeszcze ciekawiej, Facebook poważnie rozważa możliwość wprowadzenia nowego przycisku „Nie lubię”. Tylko pytam, po co? By pokazać niechęć danemu politykowi, klubowi sportowemu, matce Madzi W. czy pijanemu lekarzowi? W ten sposób tylko jeszcze się nakręca spirala nienawiści (o dziwnych praktykach potentatów pisałem jakiś czas temu: Nadchodzą wojny Internetów czyli starcie gigantów).

Czy da się ograniczać internetową nienawiść? Ograniczać tak, wyeliminować raczej nie, możemy jedynie być strażnikami, by pewne granice nie zostały przekroczone. Swoim poziomem także i my takie granice wyznaczamy, a pamiętajmy, że te granice są „cienkie”. Coraz więcej osób, tworząc swój wizerunek czy po prostu po to, by być wiarygodnym profile w social mediach prowadzi pod swoim nazwiskiem. Jednakże ma to także swoje wady, związane z internetową nienawiścią. Administratorzy serwisów coraz częściej także odchodzą od rozwiązań oferowanych chociażby przez Facebook na rzecz wąskospecjalistycznych, dedykowanych rozwiązań, np. system komentarzy Disqus. Świadomi zagadnienia nieużywają Wykopów, Pudelków i bulwarówek, będących pożywką dla tych, których celem w życiu jest tylko nienawidzić…

Nie ma złotego środka. Może kiedyś do Internetu będziemy się logować poprzez uwierzytelniane konta a wtedy walka z takimi zjawiskami będzie łatwiejsza, aczkolwiek oczywiście takie rozwiązania niosą kolejne problemy związane z prawami człowieka i cenzurą. Może warto czasem zastanowić się nad formą przekazu jaki emitujemy. Niejednokrotnie robię zdziwioną minę, kiedy osoba już rozpoznawalna (nie tylko w Internecie) w swoich „komunikatach” np. klnie jak szewc – niech taki delikwent nie oczekuje, że jego internetowy adwersarz, będzie w jego kierunku używał jedynie salonowego języka. Sposobem nie jest też rozdawanie banów na prawo i lewo oraz tworzenie profili zamkniętych.

 

  • http://www.zaginamrogi.pl/ Paulina Matysiak

    Z tym przyciskiem „nie lubię” na Facebooku sprawa nie jest taka oczywista jak ją przedstawiają różne media. Tak naprawdę nie chodzi o przycisk, który wprost artykułowałby naszą niechęć do czegoś czy kogoś. Twórcy FB myślą raczej o czymś, co lepiej odzwierciedlałoby odczucia użytkowników w sytuacji niemiłego komunikatu takiego jak czyjaś śmierć czy choroba. Więcej informacji pod tym adresem: http://venturebeat.com/2014/12/11/zuckerberg-says-facebook-is-thinking-about-adding-a-dislike-button/

    Natomiast co do reszty – walka z hejterami jest trochę walką z wiatrakami. Ale nie znaczy to, że nie możemy nic robić – jeśli ktoś zasługuje tonem swoich wypowiedzi, niewyparzonym językiem, niewybrednymi komentarzami, obrażaniem etc. – ban jak najbardziej się należy. Poza tym na własnej stronie mamy własne zasady, jeśli ktoś się do nich nie stosuje, no to cóż – „do widzenia”.

    • http://www.socialmedia.top/ Artur Dubiel

      Pewnie masz rację. Można przyjąć, że i sama nazwa „Lubię” też nie jest do końca trafiona.
      Co do „niegrzecznych komentatorów” przyjąłem dawno temu zasadę, że to ja jestem gospodarzem przy stole i tym samym wiążące są moje zasady i decyzje. Delikwenta raz „upominam” punktując go grzecznie argumentami bez emocji. Drugą szansę daję, trzeciej nigdy…